Klepacka: O medale dla Legii!

Pod koniec marca środowisko żeglarskie zelektryzowała wieść o transferze najlepszej polskiej windsurferki Zofii Klepackiej do Legii Warszawa. Kilka dni po zmianie barw żeglarka wznosiła okazały Puchar Księżniczki Zofii za zwycięstwo w prestiżowych regatach na Majorce. Dodatkowo legionistka została uznana najlepszą zawodniczką zawodów za zdobycie najmniejszej liczby punktów.

Zocha fot Partyka

W środę na Saskiej Kępie (w brasserii Croque Madame) odbyło się śniadanie ze zwycięzcami Pucharu Europy na Majorce w windsurfingu olimpijskim, Zofią Noceti-Klepacką i Pawłem Tarnowskim. W śniadaniu wziął udział wiceprezes ds. sportowych Tomasz Chamera, trener kadry olimpijskiej Paweł Kowalski. Nie zabrakło przedstawicieli mediów z redaktorem naczelnym miesięcznika Żagle Waldemarem Heflichem na czele, były też Monika Sułkowka (Radiowa Trójka) oraz Edyta Kowalczyk (Przegląd Sportowy) i Marcin Szymczyk (Legia.net). Tematem przewodnim był oczywiście start reprezentantów Polski w Palma de Mallorca, ale rozmowę zdominowały próby nowego formatu regat windsurfingowych.
Więcej na ten temat w wypowiedziach Zofii Klepackiej.

Najpierw jednak o transferze do Legii!

– Tydzień przed Pucharem Europy zmieniłam barwy klubowe i od razu wywalczyłam zwycięstwo i to w dobrym stylu. Bardzo się cieszę. Jestem kibicem Legii od czwartego roku życia, a tutaj taka niespodzianka, że stałam się zawodniczką mojego ukochanego Klubu. Spełnia się w ten sposób jedno z moich marzeń. Świetna sprawa, że Legia reaktywuje stare dyscypliny, otwiera nowe sekcje. Jestem dobrej myśli, że to wszystko się fajnie rozwinie i pójdzie w dobrą stronę. Mój tata w latach sześćdziesiątych pływał w żeglarskiej Legii, stąd również mój ogromny sentyment. Na pewno będę w jakimś zakresie ambasadorem i przedstawicielem sekcji żeglarskiej i windsurfingowej. Legia chce mi pomóc dobrze się przygotować do igrzysk olimpijskich w Tokio 2020. Mam wsparcie finansowe, medyczne, marketingowe… Mimo że reprezentowałam YKP Warszawa przez 20 lat, tam obowiązywał model finansowania treningów z prywatnych pieniędzy. Tutaj mam coś nowego, a przede wszystkim w moim ukochanym Klubie.

O przebiegu regat o Puchar Księżniczki Zofii.

– To były regaty słabowiatrowe, przez pięć dni naprawdę wiało bardzo słabo. Ostatniego dnia dopiero, na wyścigi finałowe, gwizdnęło tak, że zwiewało trenerów z motorówek. Dziewczyny przewracały się co chwila. Mi udało się uniknąć wywrotki, choć z grona finalistek byłam najlżejsza. Mimo że to poważny start udało mi się dobrze potrenować w różnych warunkach wiatrowych, również w słabym wietrze, nie tylko przy silnych i średnich podmuchach. Udowodniłam, że w każdych warunkach potrafię wygrywać i kończyć wyścigi w czołówce.

O testowanej formule regat.

Nowy system na pewno jest ciekawy. To coś nowego, dużo frajdy i adrenaliny. Ja, Hiszpanka i Rosjanka walczyłyśmy o to, by po fazie eliminacyjnej zajmować pierwsze miejsce. Lider wchodził bezpośrednio do trzyosobowego finału. To była naprawdę mocna walka o pozycję lidera. To ja z tej potyczki wyszłam zwycięsko, awansowałam do finału i nie musiałam walczyć w półfinale i ćwierćfinale. Wydaje mi się, że nowy system będzie bardziej czytelny od dotychczasowego. Ta formuła wymaga jeszcze testów, nie został do końca sprawdzony. Krótki wyścigi i system pucharowy powoduje, że w przypadku falstartu albo defektu, można wszystko stracić. Mój pomysł jest taki, że o zwycięstwie jednak nie powinien decydować tylko jeden wyścig, a trzy. Taka jest specyfika żeglarska i trzeba wyeliminować czynnik przypadkowości. Dla mnie jest OK, że punkty się kasują, ale niech zwycięzcę wyłania się w sposób bardziej „żeglarski”. Na mistrzostwach Europy w maju ma być testowana nieco inna formuła, w której z kwalifikacji zostanie dwanaście zawodniczek i ostatniego dnia są trzy wyścigi, z których punkty się sumują i tradycyjnie wygrywa ten, kto ma ich najmniej. Teraz na Majorce mieliśmy pięć dni ścigania w ramach eliminacji, dopiero szóstego dnia odbyły się finały. To trochę długo. Przez pierwsze trzy dni eliminowałyśmy się do grupy złotej i srebrnej. Trzydzieści zawodniczek w złotej walczyło później o fazę pucharową. Wydaje mi się, że zawody powinny trwać trzy, cztery dni, ale to decyzja „góry”, a nie zawodników. Świetnie wyglądało to w Australii pod koniec roku, kiedy w telewizji był live-tracking, dużo kamer, wszystko na żywo, również z plaży można było nas oglądać rywalizację na akwenie, a po zejściu z wody przeprowadzano z czołówką wywiady.

O planach na najbliższą przyszłość startowo-treningową.

Za dwa tygodnie startujemy na Pucharze Świata w Hyeres. Potem mamy sześć dni przerwy i mistrzostwa Europy na Majorce. Zatem do maja szlifujemy sprzęt i formę. Już w poniedziałek ruszam na zgrupowanie do Marsylii. Czas na odpoczynek będzie dopiero po mistrzostwach Europy. Nigdy nie lekceważę przeciwników, niezależnie od rangi zawodów. Czy to Puchar Europy, Puchar Świata, czy mistrzostwa Polski… Zawsze walczę do końca. Chcę spróbować swoich sił i przygotować się do igrzysk olimpijskich w Tokio 2020. Co będzie, zobaczymy. Do Rio też chciałam jechać i mi się nie udało, bo przegrałam kwalifikacje z Gosią Białecką. Najważniejsze, że teraz chcę zdobywać medale dla Polski i Legii Warszawa.